Po (nie)właściwej stronie lustra.

Upubliczniony kawałek mojej prywatnej przestrzeni…

112

Brak komentarzy

Jestem. Przypadkiem przechodziłam. Po ponad pięciu latach od ostatniej wizyty. Czemu? Może ten cały blogowy szał, który już od jakiegoś czasu trwa, przypomniał mi, że byłam tutaj kiedyś… jeszcze jako przeżywająca wzloty i upadki nastolatka, potem na krótko jako studentka. A teraz? Studia się skończyły, praca się znalazła, narzeczony też. Życie trochę spowszedniało, ale na szczęście nie poszarzało. Nie jest to żadne noworoczne postanowienie, po prostu mam taki kaprys. Zobaczymy czy chwilowy.

111

Brak komentarzy

Z końcem zajęć na uczelni zaczęła się harówka w pracy i tym sposobem udało mi się uniknąć większej części porządków, latania, gotowania, świrowania, itp. Choć wydałam w tym miesiącu dwa razy więcej niż wyniesie moja najbliższa wypłata… Byle tylko mieć za sobą jutrzejszą kolację u cioteczki, wrócić do domu i w końcu się wyspać. Od października ani razu mi się to jeszcze nie udało, jeszcze zapomnę co to za uczucie. Czwartkowe plany to wizyta u przyjaciółki, wspólne narzekanie i objadanie się (tak, raz w roku można). Liczę też na krótkie pożegnanie z A. albo zwariuję zanim znowu go zobaczę. W drugi dzień ładuję najpotrzebniejsze rzeczy w plecak i ruszam w drogę, prawie 1000km przede mną. Powrót po Nowym Roku, a wszystko dlatego, że pojawił się tydzień za późno, jak już bilet był zapłacony. Perspektywa imprezy sylwestrowej na mieście z babcią może nie wydawać się najciekawsza, ale znając tą „pieronę” – damy czadu. A jak nam się nie będzie chciało to przegramy całą noc na Play Station. Lepszej babki wymarzyć sobie nie można, serio. Martwi mnie tylko stos zadań, czekających na odrobienie przed końcem ferii. Jednak czasem trzeba dać sobie trochę luzu… I zobaczymy co to będzie.

„I walk beside you
Wherever you are
Whatever it takes
No matter how far”

110

2 komentarzy

Już koniec września? Jak to tak? Nawet nie wiem kiedy zleciały te trzy miesiące. W tym czase znalazły się może ze dwa dni, kiedy mogłam się wyspać i naprawdę zrelaksować… I teraz z worami pod oczami, zmęczona, obolała, potargana mam wrócić na uczelnię do tych wypacynkowanych laleczek, błyszczących każdym centymetrem kwadratowym swoich ciał, kręcących dupami jak tylko pojawi się w pobliżu jakiś samiec. Jakby było mało towarzyszyć im będą nadziane koksy i pakerzy, wyżelowani lalusie z furami bez dachów, zadufane w sobie solary o czarujących wybielonych uśmiechach. Na samą myśl słabo mi się robi. Znowu zacznie się wysłuchiwanie o najnowszych trendach w modzie, do których oczywiście trzeba się dopasować, potem chwalenie się ile kto wydaje na nowe ciuszki i kosmetyki, do tego obgadywanie po kolei wszystkich „gwiazdek”, a na koniec ilu to facetów się za nimi nie śliniło. Nie mówiąc o tych, którzy dopiero ślinić się zaczną, próbując wyhaczyć kolejną dupę na kasę. Trzeba się znowu przestawić na tlenione myślenie, o ilorazie inteligencji odwrotnie proporcjonalnym do długości szpilek (a te potrafią być dłuuugie). Łobosz, moja głowa… I bądź tu normalnym. Gdyby nie to, że studia dają mi taką satysfakcję, a tym tłumie odnalazłam kilkoro normalniejszych ludzi, biały kaftanik ubierałabym na co dzień.

Znowu czeka mnie pakowanie i wyprowadzka… A po raz pierwszy od niepamiętnych czasów dobrze mi w domu i wcale nie chcę wyjeżdżać. Kolejne mieszkanie i przyzwyczajanie się do nowego łóżka, spod którego będą wychodzić całkiem inne potwory. Ile razy jeszcze…

109

8 komentarzy

Po ponad dwóch latach poczułam nieodpartą potrzebę ponownego „wystukania” siebie na klawiaturze. Miał być definitywny koniec, a tu proszę, odczuwam pewną niekonsekwencję własnych postanowień. Ostatnio coraz częściej mi się to zdarza, ale choćbym się karciła setki razy, reakcje są niewielkie. Jednak nie o tym chciałam biadolić.

W chwili obecnej sprzątam w moim życiu. Co ciekawe najpierw trzeba zrobić jeszcze większy bałagan, powywalać wszystko na wierzch, powybierać to, co nie potrzebne, a pozostałe poukładać i to nie byle jak. Wszystko powoli składa się w jedną całość. Wewnętrznie osiągam pełną harmonię, uspokajam umysł, wyciszam się i uczę akceptować wszystko takim, jakie jest. Bo droga, którą kroczę nie jest taka zwyczajna, bo odkryłam w sobie geny wojownika, bo mam ogromne zapasy energii, którą chcę w pełni wykorzystać. Poza paroma drobnymi problemami, jak na przykład harówką całe dnie za kilka marnych groszy, nie mam na co narzekać – jestem spełniona naukowo, usatysfakcjonowana seksualnie i posiadam pasję, którą zapełniłam niegdyś istniejącą wielką czarną dziurę mojej osobowości. Nie martwię się już o obudzenie się kiedyś z myślą, że czegoś żałuję, że czegoś nie zrobiłam (lub całkiem przeciwnie), że nie wykorzystałam swoich szans. Nie zastanawiam się „co by było gdyby…”, działam tu i teraz, co nie zawsze wychodzi mi na dobre, ale przecież nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem – stało się i już, najwyżej trzeba będzie znowu posprzątać. Zabieram więc moją słowną szmatkę, uczuciową miotłę z szufelką i wracam do roboty, żeby nie marnować cennego czasu.

108

3 komentarzy

Zdałam maturę. Nie powiem, że źle, ale mogło być lepiej. Ach, te ambicje… Byleby tylko na studia się dostać, nic mi więcej nie potrzeba. Na tą chwilę.

Z wakacji jednak nici. Ciągle tylko Gliwice i Gliwice. A w owych Gliwicach klinika, a w klinice jest okropnie. Nie mogę patrzeć na ludzi tam przebywających, przyprawiają mnie o zawroty głowy i mdłości. Wydaje mi się jakbym była tam zdrową osobą. Jednak wyjścia nie mam, jeździć muszę, chyba, że bym wolała aby moja powłoka organiczna w końcu przestała funkcjonować, od serca, przez wątrobę, nerki, układ kostny, mięśniowy aż do pokarmowego. I nie wiadomo co jeszcze.

Słońce przygrzewa, leje się ze mnie, a matce gęba się nie zamyka. Ale poza tym to jest dobrze.

Udanych wakacji.

107

9 komentarzy

Jeszcze tylko dwa dni i w końcu będą upragnione wakacje. Pomijając oczywiście oczekiwanie w stresie na wyniki matur. Najważniejsze, że koniec z nauką, będę mogła robić to, na co mam ochotę. Chcę poczytać książki, dużo książek, pooglądać filmy, pospacerować, zjeść lody, iść na basen, a wszystko to bez żadnych konsekwencji w postaci „pał” w dzienniku. Nareszcie mam czas, bo oduzależniłam się od tej wstrętnej, internetowej globalnej wioski. Ileż to lat musiało minąć, żeby mi się znudziła. Jednak się udało i jestem z siebie dumna, o.

106

11 komentarzy

I przyszła z dawna wyczekiwana wiosna. Wreszcie wychodząc rano z domu można zaczerpnąć świeżego powietrza i z uśmiechem na twarzy stawiać czoło wszystkiemu, co czyha „za rogiem”.

W wolnym czasie wspominam wycieczkę do Warszawy. Szkoda, że wszystko, co dobre tak szybko się kończy. Chciałabym żeby takie chwile trwały i trwały… Będę tęsknić, ale już niedługo powtórka.

Myśl o maturze jeszcze do mnie nie dociera, choć to właśnie przez nią nie mam na nic czasu ostatnio.

Dotarł jednak do mnie fakt, że jeszcze 15 dni wstawania rano, wysłuchiwania nauczycieli, śmiechów na przerwach. I koniec. Z większością z nich już więcej się prawdopodobnie nie zobaczę, a z resztą kontakt będzie dość ograniczony. Sama nie wiem, czy tak bardzo tego żałuję. Z pewnej strony to się nawet cieszę…

Po głowie chodzi mi późny maj!

105

12 komentarzy

Muszę przyznać, że studniówka jest faktycznie imprezą nie do zapomnienia. Mimo, że zakończona została potwornym bólem nóg i przygnębiającą atmosferą końca.

Polonez wyszedł jak wyszedł, ale nadrobiliśmy na karaoke i oczywiście w tańcu. Jedzenia mało i niedobre; wódka za to lała się strumieniami. Mój jakże przystojny partner powywijał mną we wszystkie strony, aż zawrotów głowy można było dostać. Pewnie tego pożałuję jak pójdę do lekarza. No i oczywiście nie obyło się bez tego, że zrobiłam z siebie totalną kretynkę.

Tak by można pisać i pisać. Jedno jest pewne – było świetnie. Gdyby tylko można było powtórkę…

A przede mną coraz wyraźniej utwardza się fakt, że matura się zbliża (chociaż jeszcze nie panikuję), jak i wyczekiwany koniec roku szkolnego, koniec liceum oraz (co nie jest przyjemne) nieuchronny koniec znajomości i przyjaźni.

104

11 komentarzy

Zbieram się, zbieram i zebrać nie mogę.

Potrzebuję chwili wytchnienia, żeby zaczerpnąć powietrza.

Za tydzień studniówka… Chcę się dobrze bawić…

Jak to jest, że gdy człowiek chce biec do przodu, nawet resztkami sił, to wciąż coś go trzyma i na to nie pozwala?

Chcę się uśmiechać tak, jak kiedyś – zawsze.

103

10 komentarzy

Jak się zaczyna coś walić to potem leci wszystko po kolei. Śmieszne. Nie tak wyobrażałam sobie nowy rok.

I to właśnie akurat wtedy, kiedy znowu znalazłam w sobie siły. Jakby chciano mi na siłę udowodnić, że nie ma już szans na lepsze.

Zmarnowane 3,5 roku, które na tle niemalże 19 lat po prostu nikną. To nie dla mnie…

Fatum ?